2 maja 2018, 10:50

Po pierwsze – szczere gratki dla Karyma. Zrobił wczoraj robotę. Wprawdzie drugi gol to ewidentnie efekt szantażu (w przerwie powiedział bramkarzowi Bayernu, że na niego też ma taśmy), ale pierwszy to jego zasługa. W końcu mogłem głośno powiedzieć, że do czegoś się wreszcie przydał. Na kilkadziesiąt minut zapomniał, że nie jest od strzelania goli. Razem z Keylorem uratował nam dupsko, i chwała mu za to.

Oczywiście nadal mam naiwną nadzieję, że następny sezon spędzi już w Tottenhamie, Napoli albo Borussii, ewentualnie – zmieniając w końcówkach zmęczonego Kane’a, albo innego napastnika z prawdziwego zdarzenia. Jeszcze przed dwumeczem z PSG pisałem, że jeden albo 5 świetnych meczów niczego nie może zmienić w ocenie jego przydatności i nie może rzutować na cały sezon. Jeśli Real chce czasem powygrywać sobie ligę i rywalizować z Barcą na długim dystansie, nie może przez większość sezonu grać w dziesiątkę. Po prostu.

Chyba, że ktoś uważa inaczej, to muszę to w pracy wykorzystać. Szef mnie opierdoli, że cały tydzień nic nie robię tylko siedzę na necie i się opieprzam, a ja mu na to z wyrzutem: ,,Ale że w zeszły czwartek oderwałem się na chwilę od YouTube’a i odpisałem klientowi na maila, to mnie już pan oczywiście NIE pochwali.” :v

Tak czy siak, wczoraj miał swój dzień, przydał się i trzeba mu to oddać. Gdyby grał tak częściej, to zamiast go krytykować, wieszałbym jego plakat nad łóżkiem. Niestety, jest jak jest. Rzeczywistości nie zakłamiemy ani w jedną, ani w drugą stronę.

Po drugie – ręka Marcelo była ewidentna (jak karny, który dał nam awans z Juve) i trochę psuje smak wczorajszego sukcesu. Ostatecznie jednak, Bayern Heynckesa sprzed kilku lat nie potrzebował oglądać się na detale, żeby wygrać LM, po drodze robiąc z Barcy papkę. Pretensje mogą mieć głównie do samych siebie, czegoś zabrakło. Niewiele, ale jednak. Mimo wszystko, choć nie mam do Marcelo wielkich pretensji, że przyznał się po meczu zamiast w trakcie, wolałbym, żeby tego karnego odgwizdano. Jeśli było nam pisane awansować – awansowalibyśmy mimo tego. Jeśli nie – trudno. Stało się jednak inaczej, ale to wina sędziego, nie Realu. A kibice Barcy po zeszłorocznym kabarecie sędziowskim w starciu z PSG, naprawdę nie powinni wychylać się z norek i odzywać na takie tematy, bo tylko pogłębiają swoją śmieszność o kolejne poziomy, nieosiągalne dla istot rozumnych.

Swoja drogą, piłkarze i kibice Bayernu przyjęli tę sytuację o wiele, nieporównywalnie bardziej po męsku, niż katalońskie płaczki, które jak zwykle po kolejnym sukcesie Realu wpadają w jeszcze głębsze kompleksy i dławią się swoimi rzygami. Zaskoczenia nie ma.

Po trzecie wreszcie – co chwilę czytam, jakiego to Real ma niesamowitego farta i jak to się od trzech lat ślizga do finału. Nie wiem, może ja się nie znam, może ja jakiś dziwny jestem, może i tak. Ale chyba wolę trzy razy (4 w ostatnich 5 latach) ślizgać się do finału po meczach z Bayernem, PSG, Atletico czy Juve, niż poślizgnąć się i wyjebać raz a konkretnie, i przepier**lić 0:3 Juve albo z… AS Roma.

No, ale co poradzić, taki już jestem.

Dziwak. ;)

(Free)

Warto zobaczyć także:

Dodaj komentarz